pod tytułem

blog Beaty Januszkiewicz o polskiej literaturze współczesnej

Wpis

niedziela, 18 maja 2014

Ocalić kulturę Zachodu - "Sto dni bez słońca" Wita Szostaka

 

 

Sto dni bez słońca

 

Kultura Zachodu, jak wiemy, już od dawna chyli się ku upadkowi. W kryzysie pogrążone są wszystkie dziedziny życia, lecz to z nauką i kulturą jest chyba najgorzej. Gospodarka jakoś sobie poradzi, te wszystkie tąpnięcia, zapaście są wszak potrzebne – zaraz potem następuje ożywienie, tym bardziej, że społeczeństwo bez konsumpcji oddychać już nie może. Ale kultura to zupełnie inna bajka. Bez kultury, nauki i humanistyki przeciętny obywatel świata tak zwanego zachodniego jest w stanie się obejść.  To nie są towary chodliwe, nie są to artykuły pierwszej potrzeby, nadal bowiem postrzega się je jako dobra niematerialne. Kto zatem miałby podźwignąć ciężar, jakim jest  próba ocalenia tego świata, kto miałby zmierzyć się z tymi rozlicznymi problemami, kto umiałby postawić diagnozę, kto mógłby być spirytus movens tej nowej, jakże potrzebnej  rewolucji? Lesław Srebroń.



Lesław Srebroń jest bohaterem najnowszej powieści Wita Szostaka „Sto dni bez słońca”, powieści doskonałej, zabawnej i inteligentnej. To już czwarta książka niefantastyczna tego autora, który nie mógł zrobić nic lepszego, jak odejść od swojego macierzystego gatunku i zacząć tworzyć rzeczy, powiedzmy to, realistyczne, choć niepozbawione sznytu właściwego literaturze fantastycznej. Po latach tworzenia fantastyki (Szostak debiutował w 1999 roku)  nie mogło stać się  inaczej: jego proza to nic innego jak realizm magiczny,  coś, co podług mnie jest w literaturze najpiękniejsze, bo pozwala płynąć i płynąć wraz z opowieścią, zamieszkać w niej, stać się jej częścią.

 

Lesław Srebroń jest polskim naukowcem, polonistą, a jakże, wielbicielem i badaczem literatury fantastycznej, szczególnie Filipa Włócznika, według niego - najwybitniejszego polskiego pisarza w ogóle. Został on wysłany do Newport, miasteczka znajdującego się na fikcyjnych irlandzkich wyspach Finneganach, gdzie mieści się St. Brendan College. Ów nic nieznaczący uniwersytet, miejsce, w które upadli naukowcy z całej Europy zostają zsyłani przez swoich przełożonych, aby tam dokonać akademickiego  żywota, jawi się Srebroniowi jako ostatnie miejsce, gdzie humanistyka cokolwiek jeszcze znaczy. Problemem polskiego naukowca jest to, że w zasadzie nie ma on kontaktu z rzeczywistością, którą postrzega tak, jak chce. Prowadzi zajęcia, na które uczęszcza pięciu studentów (których pieszczotliwie nazywa urwisami i szczeniętami humanistyki!), a on wykłada im prozę Filipa Włócznika, przy czym należy dodać, że nie dysponuje on żadnymi anglojęzycznymi przekładami jego książek, albowiem wielbiony przez Srebronia Filip Włócznik to najzwyczajniej w świecie jakiś podrzędny pisarzyna. Znakomitym jednak zabiegiem w całej powieści Szostaka są liczne cytowania samego Włócznika, streszczenia jego książek, mini wykłady o jego prozie dawane przez Srebronia. Srebroń bowiem sam opowiada swoją historię, prowadząc na bieżąco tak zwany dziennik pokładowy i spisując swoje wspomnienia z tego, jakże niezwykłego i pouczającego pobytu w Newport. 



Każdy dzień na Finneganach płynie swoim niespiesznym rytmem, toczy się powoli, natomiast życie uniwersyteckie w poklasztornych murach St. Brendan College nie toczy się w ogóle. Współpracownicy Srebronia są wyliniałymi, starymi i znużonymi kocurami nauki, przesiadują w pubie, nie piszą referatów, nie prowadzą badań i nie ogłaszają żadnych prac. Polski humanista wprowadza w ich życie nieco zamętu, nie dostrzegając ich zblazowania. To międzynarodowe towarzystwo ubrane w tweedowe marynarki unika nadgorliwego wielbiciela fantastyki z Polski, wymigując się ze spotkań z nim na różne sposoby. Biedny Srebroń jest wówczas przekonany, że jego przyjaciele (!) idą pisać referaty, a kpinę z ich strony, wymierzoną prosto w niego, odbiera jako zaczyn niejednej intelektualnej dysputy, które według niego miały miejsce w pubie u Toby’ego.

 


Pewnego dnia, funkcjonując z wolna na marginesie życia akademickiego, lecz będąc przekonanym, że to właśnie St. Brendan College jest miejscem, gdzie toczy się autentyczne życie akademickie, Srebroń wpada na pomysł, że ów intelektualny ferment jego nowej uczelni, to początek czegoś absolutnie nowego. Czuje się on powołany do zainicjowania prac nad nowym grantem badawczym, którego celem będzie zbadanie przyczyn kryzysu kultury zachodnioeuropejskiej. To miało być dzieło jego życia, dzieło stworzone przy współpracy finnegańskich naukowców, najwybitniejszych umysłów tych czasów. I choć od początku opowieść Lesława Srebonia porywa czytelnika, to sama powieść w tym właśnie momencie nabiera tempa. Srebroń przygotowuje plan działania, lecz jego „przyjaciele”, najświatlejsze umysły współczesnej humanistyki, również nie próżnują, cierpliwie mieszając w kotle, w którym zamierzają ugotować swojego zacnego kolegę z Polski.

 

Język Szostaka jest nadal, tak jak w jego poprzednich powieściach, przesadnie elegancki, lecz broń Boże, nie jest to zarzut. To pewna konsekwencja autora, że jego narrator mówi do nas językiem wytwornym, niezwykle melodyjnym, wręcz nieco staroświeckim. Taki sposób powadzenia narracji wbrew pozorom ożywia naszą literaturę, jest powiewem świeżości. Inteligentnego humoru bowiem nam potrzeba,  potrzeba nam po prostu dobrej satyry. Szostak nie stroni również od licznych aluzji, szczególnie do polskiej literatury fantastycznej, bawi się swoją prozą, bawi się literaturą w ogóle i robi to świetnie.

 

Wit Szostak, Sto dni bez słońca, Powergraph, Warszawa 2014 

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
beata.januszkiewicz
Czas publikacji:
niedziela, 18 maja 2014 09:31

Polecane wpisy

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

AAA


Kontakt: beata.januszkiewicz@gazeta.pl pod.tytulem@gazeta.pl